Wywietlono posty znalezione dla sw: Liturgia Kościoła





Temat: A czemu Arcykr nie uda się po prostu
Towarzystwo dla Arcysia

Miałem co prawda już tu więcej nie pisać, ale jak zostały same kobitki to
zaczęły się oczywiście zaraz między sobą kłócić. (Jakżeby mogło być inaczej!)


kochanica29 napisała:

> A czemu Arcykr nie uda się po prostu...
> do któregos z ruchów katolickich? Tam znalazłby przyjaciół.

Przypuszczam, że Arcysia nie usatysfakcjonowałaby żadna "zwykła" grupa
charyzmatyczna w rodzaju OwDŚ z powodu jej zbytniego konserwatyzmu. Ale nic
straconego - w niezmierzonych zasobach Internetu znalazłem miejsce, gdzie nasz
Arcyś znalazłby bez wątpienia bratnie dusze. Jeden z użytkowników pisze tam:

- - < początek cytatu > - -

Czy ktoś z Was stosuje w praktyce magicznej księgi liturgiczne Kościoła
katolickiego (Brewiarz, Mszał, Rytuał)? Dla mnie jest to najważniejsza część
mojej praktyki. Używam ksiąg sprzed soboru.

Nie mam święceń kapłańskich w zwykłym rozumieniu. Zawsze chciałem takowe mieć,
ale uzyskać je chciałem raczej poza Kościołem. Szukałem jakiegoś "wolnego
biskupa", ale nie znalazłszy postanowiłem spróbować inaczej. Poprosiłem o
święcenia zmarłych biskupów katolickich przebywających w czyśćcu. Nie było to
żadne wywoływanie duchów, raczej modlitwa. Poczym odprawiłem rytuał święceń,
odczytując zarówno partie święcących, jak święconych. W czasie rytuału nic się
nie działo, tyle, że po nim straciłem całą ochotę na odprawianie obrzędów
zastrzeżonych kapłanom, do tego stopnia, że nie odprawiłem nawet nabożeństw,
które wyświęcony zaraz po święceniach odprawić powinien. Gdyby się na tym
skończyło, można by powiedzieć, że nic się nie stało, eksperyment się nie
powiódł. Ale choć wszystko wskazywało, że to koniec, koniec to nie był. Tu
muszę wspomnieć, że od wielu lat borykałem się z pewnym poważnym problemem,
którego nie mogłem rozwiązać ani środkami ludzkimi, ani magicznymi. Po roku od
mych "święceń" w czasie medytacji nawiązałem (albo uroiłem sobie) kontakt
mentalny z istotą, która przedstawiła mi się jako "Biskup Symeon". Istota ta
powiedziała, że jest jednym z biskupów, którzy mnie wyświęcili na kapłana i
zaproponowała układ. Ja miałem w ciągu tygodnia dopełnić brakujących obrzędów
po wyświęceniu i odprawić Mszę (juz nie pamietam, jedną czy trzy) w ich
intencji. Oni zobowiązali sią w ciągu miesiąca rozwiązać problem, z którym
borykałem sią od lat. Dodał też, że jeśli nie będę zadowolony z rozwiązania,
układ można będzie powtórzyć. Przystałem na układ, odprawiłem co było do
odprawienia. Oni też się wywiązali. Problem, którego nie potrafiłem rozwiązać
poprzez lata, rozwiązał się z taką łatwością i w tak zadowalający mnie sposób,
że nie mogę wyjść ze zdumienia. I co o tym sądzicie? Czy Waszym zdaniem moje
doświadczenia są realne, czy to tylko zbieg okoliczności? Czy ktoś z was ma
podobne doświadczenia?

Dodam, że z szacunku dla kapłanów wyświęconych w sposób zwyczajny, w
odróżnieniu od nich odprawiam Msze suche, to znaczy nie używam fizycznego
chleba i wina, ale je wizualizuję. Msze odprawiam bardzo rzadko, częściej
korzystam z Brewiarza, albo Psałterza. Chętnie poznam kogoś, kto praktykuje
podobnie.

- - < koniec cytatu > - -

I co Arcyś, podoba się? W razie czego służę namiarami na priva.

- - - - -
No 1 na Top Ten Radia Maryja:
Życie to nie teatr (fragment, mp3, 115 KB)


Pzdr. o. Mariusz
___________________________
Kościół Uniwersalny - forum , www Zobacz wszystkie posty z tego tematu



Temat: Wielki Post
...Wielkopostne refleksje
We środę rozpoczyna się kolejny Wielki Post w naszym życiu - okres w liturgii
Kościoła, w którym w sposób szczególny kierujemy naszą myśl na Jezusa
cierpiącego, na Jego bolesną mękę oraz haniebną śmierć na krzyżu.

Okazją do refleksji na ten temat są odpowiednie teksty mszalne, kazania
pasyjne, nabożeństwa Gorzkich Żali czy Drogi Krzyżowej /.../ i misteria Męki
Pańskiej, które dostarczają wiele wewnętrznych przeżyć.

Czemu mają służyć te nabożeństwa?
Dlaczego mamy wracać myślą do tych smutnych chwil z życia naszego Zbawiciela?

Rozważmy przynajmniej dwa powody, które wskazują na potrzebę takiej refleksji.

Pierwszym jest fakt, że Chrystus przyszedł na ziemię dla człowieka, dla niego
się narodził, znosił niedogodności życia, głosił dobrą nowinę o zbawieniu
i wreszcie podjął okrutną mękę i oddał życie na krzyżu. Uczynił to wszystko,
aby pojednać go z Bogiem i przywrócić mu pierwotną godność dziecka Bożego, jaka
została utracona przez grzech pierwszych rodziców.
Dzieło zbawcze Chrystusa było równocześnie Jego zadośćuczynieniem Ojcu
Niebieskiemu za ludzkie grzechy.

Być może w wirze codziennych obowiązków, trosk i kłopotów zapominamy nieraz
o swoim chrześcijańskim powołaniu do świętości, odwracamy się od Boga, gardzimy
Jego przykazaniami.

Dlatego w Wielkim Poście Kościół daje nam okazję, abyśmy się oderwali od
codzienności i znaleźli czas na refleksję.
Zachęca nas, abyśmy się poważnie zastanowili nad tym, dokąd zmierzamy, jaki
jest stan naszej duszy, czy nie pora zawrócić z dotychczasowej drogi, która nie
ma jasno określonego celu. Rozważanie męki Jezusa ma być bodźcem do podjęcia
takich przemyśleń.

Refleksja ukierunkowana na mękę i śmierć Jezusa ma nam z jednej strony
uświadomić, jak wielkim złem i nieszczęściem dla człowieka jest grzech, skoro
potrzeba było tak wielkiej ofiary, aby go zgładzić, z drugiej zaś ma nam
pokazać jak ogromna była miłość Boga do nas, że "... Syna swego Jednorodzonego
dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne" (J
3,16).
A była to miłość największa, o której Chrystus mówi: "Nikt nie ma większej
miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich" (J 15,13).

Drugim powodem, podejmowania rozważania męki Chrystusa, jest fakt istnienia
w życiu ludzkim cierpienia oraz potrzeba zrozumienie jego sensu. Cierpienie
w mniejszym lub większym stopniu dotyka każdego z nas.
Jest ono rzeczywistością, z którą spotykamy się niemal codziennie, a która
nieraz rodzi bunt i stawia wiele znaków zapytania. Jeżeli spojrzymy na nie
oczami wiary, jeżeli ujmiemy je niego w świetle męki i śmierci Chrystusa oraz
Jego nauki, wówczas odkryjemy jego znaczenie.

Jezus powiedział: "Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie,
niech co dnia weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje" (Łk 9,23). Skoro On,
choć był bez grzechu, cierpiał, to my również powinniśmy przyjmować cierpienie,
aby zadośćczynić za popełnione grzechy. Bóg nie dopuszcza cierpienia tylko po
to, aby człowieka doświadczać. Niejednokrotnie cierpienie jest bodźcem do
zastanowienia się, nawrócenia czy zmiany życia. Szczególnie zbawienne może
okazać się cierpienie niewinnego dziecka.

Mając na uwadze powyższe myśli, przeżyjmy ten Wielki Post na rozważaniu męki
Chrystusa. Poprzez czynny udział w nabożeństwach wielkopostnych, jakie będą
odprawiane w naszych świątyniach, wyrażajmy Bogu wdzięczność za to, że poprzez
Jezusa dokonał dzieła naszego odkupienia.

Dla niejednego z nas może to być ostatni Wielki Post i ostatnia okazja do
zmiany życia. Nie zmarnujmy jej, by tego życia nie przegrać, bo od niego zależy
nasza wieczność.

o. Władysław Czarniak Zobacz wszystkie posty z tego tematu



Temat: Ikony greckie w Krakowie
Ikony greckie w Krakowie
Może kogoś z Was, kto z Krakowa czy okolic (a może gościa jakiegoś
również?) - zainteresuje ta informacja:

"NIEBIAŃSKI SPLENDOR"
IKONY GRECKIE Z KOLEKCJI EMILIOSA VELIMEZISA
Kraków, Arsenał Muzeum Książąt Czartoryskich - Oddział Muzeum
Narodowego w Krakowie, 12 października 2007 - 13 stycznia 2008


Kolekcja Emiliosa Velimezisa (1902-1946) powstawała w latach 1934-
1946. Początkowo tworzyło ją blisko 90 ikon z różnych regionów
Grecji, datowanych od XV do XIX wieku. Większość z nich została
namalowana na Krecie w XV i XVI wieku, ostatnim wielkim ośrodku
malarskim rozwijającym się po upadku Konstantynopola na terenie
byłego Cesarstwa Bizantyńskiego.

Po raz pierwszy w Polsce będzie można podziwiać dzieła Andreasa
Ritzosa, Emmanuela Tzanesa, Domenikosa Theotokopoulosa, czyli El
Greca, wyznaczających ramy estetyczne malarstwa pobizantyńskiego. To
zarazem wyjątkowa okazja równoczesnego poznania "wzorników
malarskich", tak istotnych w nowożytnym malarstwie greckim, czyli
szkiców przygotowawczych, które mogły być wykorzystywane przez
malarzy w planowaniu kompozycji ikon i malowideł ściennych.

Dzieła te prezentowano wcześniej w British Library w Londynie na
wystawie towarzyszącej 21. Kongresowi Studiów Bizantynistycznych w
sierpniu 2006 roku, następnie w Kunsthistorisches Museum w Wiedniu
(13 grudnia 2006 - 25 lutego 2007), a ostatnio w Pergamon Museum w
Berlinie (15 marca 2006 - 10 czerwca 2007).

Wystawa ikon w Muzeum Narodowym w Krakowie to zarazem preludium
poprzedzające otwarcie stałej ekspozycji ikon ruskich i paramentów
liturgicznych Kościoła Wschodniego z terenów dawnej Rzeczypospolitej
ze zbiorów Muzeum. Najstarsze z ikon, datowane na wiek XV i XVI,
zdradzają często powinowactwo z ikonami greckimi tego czasu widoczne
np. w tendencji do modelunku płaszczyznowo-linearnego.

Dzieła sztuki cerkiewnej w zbiorach krakowskiego muzeum gromadzone
jako dary i zakupy od czwartego ćwierćwiecza XIX wieku należą do
najstarszej kolekcji w Europie Środkowo-Wschodniej, lecz - poza
krótkim okresem przed I wojną światową, gdy wybrane zabytki
pokazywano w Sukiennicach - nie były dotychczas udostępniane
publiczności w formie ekspozycji stałej.

Prezentowane na wystawie w Arsenale ikony greckie pochodzą z
warsztatów głównego miasta Krety, Candii (Iraklionu, Herakleionu), a
także z warsztatów przeniesionych po zajęciu Candii przez Turków w
połowie XVII wieku - na Wyspach Jońskich. Związki z Wenecją, do
której Kreta należała przez kilka stuleci, zaznaczały się ogromną
ilością zamówień na ikony greckie, niezwykle modne w Italii. Także
migracją samych malarzy do tego miasta, co wywarło osobliwy wpływ na
charakter powstających dzieł, charakteryzujących się z jednej strony
przywiązaniem do tradycyjnej ikonografii ortodoksyjnej, a z drugiej -
tendencją do zapożyczania motywów i tematów z ikonografii
zachodniej, często za pośrednictwem druków graficznych. Niektóre
ikony zatem kontynuują rozwiązania formalne przyjęte w okresie
ostatniej dynastii bizantyńskiej Paleologów, inne - zbliżają się pod
względem wyboru tematu, kompozycji i stylu do ówczesnego malarstwa
różnych szkół włoskich, zgodnie - prawdopodobnie - z oczekiwaniami
zleceniodawców. Zwraca uwagę zwiększony nacisk na kontemplację pasji
Chrystusa, ale i adoracyjny charakter tematów maryjnych, co
odzwierciedla nastrój późnośredniowiecznej duchowości całej Europy.

Dzieła, które wówczas powstały, charakteryzuje szczególna ekspresja
formy i barwy, w której dostrzec można gasnący blask i splendor
kultury Bizancjum.

Organizatorzy wystawy: Muzeum Narodowe w Krakowie, Muzeum Benaki w
Atenach, Grecka Fundacja Kultury w Berlinie, Ambasada Grecji w
Polsce. Kurator wystawy: Mirosław Kruk Aranżacja plastyczna: Maria
Jaworska, Ewa Morzyniec. Wernisaż wystawy: 11 października 2007,
godz. 18:00.

Zobacz wszystkie posty z tego tematu



Temat: Nie uważacie, że to niesprawiedliwe?
Śmierć bliskiej osoby i ból związany ze stratą jest prawdziwym krzyżem dla
mnie. Bóg mi to daje, bo chce, żebym ufała Jemu bezgranicznie, żebym się na
Niego zdała i zbliżyła sie doń. Wiem, że nie jestem panią swego życia, to On tu
rozdaje karty, ale ponieważ się przyjaźnimy - nie są to dla mnie kiepskie
karty, choć komuś mogłoby sie wydać, że są fatalne. I ufam, bo On daje mi tę
łaskę, sama z siebie nie mam takiej mocy by wierzyć, to wszystko jest Jego
łaską. W budowaniu mojej wiary bardzo pomogła mi śmierć mojego chłopaka, a
potem moich kochanych Rodziców. Wiem, że oni istnieją nadal, a skoro oni
istnieją to to przeżywane co roku w liturgii kościoła zmartwychwstanie Boże
jest prawdą - doszłam do tego w taki chytry sposób, ale widać inaczej nie
umiałam - mam za ciasny rozum. Ja dopiero wtedy uwierzyłam (w ten bardzo
ludzki, niedoskonały sposób), że Chrystus zmartwychwstał, wcześniej - owszem -
chodziłam do Kościoła i na pielgrzymki, modliłam sie i traktowałam Boga troszkę
jak czarodzieja, który może tak zaczarować, że wszystko ułozy sie, jak tego
sobie zyczę. I wtedy przyszedł cios-jego wypadek, smierć, moja samotność.
Zrozumiałam co to znaczy zaprzeć się samego siebie, wziąć krzyż na swe ramiona
i Go naśladować - pokornie i ufnie. Teraz uważam, że najważniejsze w zyciu
religijnym są dwie sprawy: jedna to uwierzyć, że Chrystus zmartwychwstał, że
nie umarł tak sobie i na tym koniec, a druga-uwierzyć, że istnieje szatan.
Zdaje się, że Ojciec Pio powiedział takie słowa: nie jest sztuką uwierzyć w
istnienie Boga, za to sztuką jest uwierzyć w istnienie szatana. Łatwiej nam
ufać, że jest dobry i wybaczający Ojciec, który zawsze na nas czeka, niż w to,
że jest szatan,który nami rządzi ile wlezie, którego sprawką jest wszelkie
zwątpienie, rozpacz, czarnowidztwo, uporczywe szukanie i nie znajdowanie,
wszelka dążność do tego by podwarzyć dogmaty wiary, by wciąż szukać
wytłumaczenia, potwierdzenia i pewności, że Bóg istnieje, jednym słowem
niepokój. Ilekroć coś takiego mnie dopada, jakaś złość lub rozpacz mówię: idź
precz szatanie! i już mi lepiej... to może wygladać na średniowieczne
odczynianie, ale ja wcale tym zwyczajem nie pogardzam, bo uwierzyłam ,że szatan
istnieje. Często atakuje ludzi będących bardzo blisko Boga, np. świętych,
zakonników, kler generalnie, ponieważ szatan jest inteligentny i przebiegły.
Przecież ta zaciekłość, np. niektórych członków Radia Maryja to sprawka
szatana. Przecież ci ludzie na pewno mają dobre intencje i szczere chęci być
blisko Boga, ale szatan na to im nie pozwala i w rezultacie zamiast miłości
chrześcijańskiej jest nienawiść, brak chęci dialogu z kimkolwiek kto chce
prezzywac swoją wiare inaczej niż oni, ciszej, spokojniej a efektywniej -
więcej działać , tj. czynić dobro i być radosnym przede wszystkim, bo wiara
katolicka jest wiarą radosną i optymistyczną, a nie ponurą i zamknietą w
ascetyczne formy.
Sens wiary polega na tym, że nie mamy pewności. Gdybyśmy mieli pewność nie
byłoby wiary, wiary nie tylko w Boga, ale w cokolwiek innego, nawet w to, że
spotka mnie jutro coś dobrego, że człowiek na którym mi zależy odezwie się do
mnie i tak dalej...pozdrawiam Zobacz wszystkie posty z tego tematu



Temat: krytyka lefebrystów - ciekawostka
Właśnie liturgia trydencka pomogła mi zachować wiarę, wiarę katolicką. Gdybym
był zalej zarażany modernizmem poprzez NOM, zapewne moje poglądy byłyby zgodne
znajbardziej aktywnym tutaj ciemnogrodem modernistycznym, a właściwie ciemnotą
> modernistyczną.
================================
Prosze Pana
polecam cytat:
" Jako kapłan ewidentnie "posoborowy" (r. święceń 1993) Oświadczam Publicznie,
że zamiłowanie do "Mszy św. Trydenckiej" (jakby to była jakaś "inna" msza (?)i
"dawnego porządku" nie idzie u mnie w parze z odrzuceniem reform Vaticanum
Secundum ani sympatyzowaniem ze schizmatykami. Majac możliwość celebrowania
Eucharystii w obu rytach wiem, że składam tę samą Najświętszą Ofiarę Jezusa
Chrystusa, a staram się czynić to zgodnie z Tradycją i prawem Kościoła."
Tak napisał kiedyś w opiniach na stronie fidelitas ks. Krzysztof. Te słowa
dedykuję Panu. Czasem robi mi się niedobrze jak czytam takie
pseudotradycjonalistyczne opluwanie Mszy w rycie posoborowym, które tu
reprezentuje chociazby Pan. Wartościowanie Eucharystii pod kątem liturgii traci
mi jakąś herezją, a na pewno Szatanem, w którego istnienie obydwoje wierzymy.
Jeżeli ma Pan same złe doswiadczenia związane z NOM, to należy współczuć. Moje
doswiadczenia są odwrotne. Prosze sie wybrac na Roraty do dominikanów(już
niedługo!) albo Triduum Paschalne do koscioła akademickiego. Zobaczy Pan co to
jest piękny NOM.
==================================
> Proszę nie czepiać się mnie z tego powodu, że staram się bronić swą uszę
przed modernistyczną zarazą. Jak silna jest ta zaraza, dobitnie świadczą harce,
tańce i tzw. dramy (zwłaszcza z flaszką) w kościołach.
==========================
"Harce" i tańce są marginesem i tak też należy je traktować, a nie rozczulać
sie nad nimi. W ilu kościołach ma Pan tańce na codzień? Na ilu mszach grają na
codzień gitary?
A propos spektakle to nic nowego, były wystawiane w kościołach juz w minionych
wiekach. Pisałam o tym. Pisałam też o tym, że moga być bardzo pomocne dla wielu
osób. Tymczasem Pan uczepił się jednego rekwizytu, tak, jakby zasłonił on cały
swiat.
===========================
Katolikom odebrano kościoły, wprowadzono do nich spreparowaną w biurach
liturgię, jednocześnie wyrzucając poza mury koś
> cilne Boską Liturgię Kościoła Zachodniego. Czemu moderniści nie utworzyli
swego obrządku od podstaw? Czemu zdecydowali się na zabór mienia katolickiego, w
dodatku na skalę masową? Już to świadczy dobrze o ich poziomie, zwłaszcza moralnym
==============
I Pan uważa się za katolika? jak to pogodzić z takim atakiem na Kosciół, jaki
Pan tu przepuszcza? Niestety, pańska postawa jest typowa dla "tradycjonalistów",
którzy mają się za świętszych i lepszych od całej reszty, od tych tfu tfu
"modernistów", do których to zaliczają wszystkich oprócz siebie. Kościół przed -
i posoborowy to jedność, którą Pan i Panu podobni za wszelka cenę chcą rozbić.
czemu słuzy reklamowanie przez Pana postaci ks. Trytka, o którym można
powiedzieć wiele rzeczy, ale na pewno nie to, ze jest katolickim kapłanem?



Zobacz wszystkie posty z tego tematu



Temat: Grekokatolicy w Rzeszowie
Zwyczaje, klękania itd
Pytanie o zwyczaje cerkiewne jest bardzo ciekawe i sam zainteresowany jestem
odpowiedzią ale...
Jako kiepski bo kiepski ale katolik obserwuję różne zachowania w kościołach
katolickich /w tym owe klękania itd./
Bo na przykład po „podniesieniu” „ofiarowaniu” czyli owej części mszy gdy
wierni klęczą a ksiądz podnosi do góry hostię i kielich /przy słowach
chrystusowych „oto ciało moje” „oto krew moja” / po kończących ten obrzęd
dźwiękach dzwonków lub gongu – w jednych kościołach wierni wstają do "postawy
stojącej" a w innych siadają w ławkach. Wtedy też czasami dochodzi do
niezręcznych sytuacji – gdy np. w kościele są „goście” spoza parafii . Zdarza
się że w całym „siedzącym" kościele stoi w ławkach kilka osób rozglądając się
ze zdziwieniem wokół siebie na zasadzie „stać mimo wszystko czy siąść jak inni”.
Podobnie zresztą jak w trakcie owego podniesienia – jedni „wierni – słuchacze”
wpatrują się w sytuację na ołtarzu a inni pochylają głęboko głowy i markują
ręką coś w rodzaju pokornego „bicia w piersi”.

Z tego co wiem wiele tych zachowań uzależnionych jest od zwyczajów
specyficznych jest dla danych parafii – jako swoisty obyczaj wprowadzony przez
miejscowych proboszczy czy nawet "szeregowych" księzy.
Teraz słyszę że w diecezji warszawskiej oficjalnie już dopuszczone
przyjmowanie komunii „na rękę” /jak myślę ze względu na coraz liczniejszych
przybyszy z zagranicy gdzie zwyczaj ten wprowadzono już od dawna/– co jak
widzę – tu w mocno konserwatywnej Galicji – raczej się nie przyjmie.
Inny taki odmienny zwyczaj to sposób przyjmowania komunii św. – w wielu
kościołach odbywa się to już na stojąco , w formie kolejnego podchodzenia do
księdza stojącego przed ołtarzem /na wzór mszy „papieskich”– ale też widzę
utrzymujący się zwyczaj klękania wzdłuż progu prezbiterium czy coraz bardziej
zanikających „balasek” – a owe klekanie przybiera wyraz swoistej demonstracji
przywiązania do tradycji.

A tak w ogóle Radku to gorąco namawiam na odwiedzenie kilku mszy kościelnych
np. w kilku różnych naprawdę pięknych kościołach w centrum W-wy - dla samej
może nawet obserwacji „socjologicznej” – chociażby ze względu na zaobserwowanie
zachowania wiernych.
Owo pytanie Weronitschki stanowi dobry wstęp dla rozwinięcia kiedyś tematu
obyczajów liturgicznych Kościoła unickiego /ja – zaznaczam – jestem w tym
temacie „zielony”/

Pozdrawiam i zachęcam nie tylko do stawiania pytań na ktore np Ks.Piotr z
pewnością odpowie - chociaż np dzisiaj ma zapowiadaną sesję naukową o
grekokatolikach - ale tez Weronitschko do stawiania wątków ;-)
Zobacz wszystkie posty z tego tematu



Temat: Św. Kinga patronką samorządu
Gość portalu: ant napisał(a):

> mówisz o sobie używając słowa indywiduum ??
> bo ja uważam że można mi nakazywac - nawet ty możesz, a to czy ja te nakazy
> spełnie czy nie to zupełnie inna sprawa,
> bo problematyczne jest to kto i w czyim imieniu chce mi nakazywać,
> :)

Ja nie uważam, żeby można było rządzić mną nie wpływając na zakres moich praw i
obowiązków lub odpowiedzialności. Zatem określenia "indywiduum" użyłem nie w
odniesieniu do mnie. Szukaj dalej - może znajdziesz... Pomocne w poszukiwaniach
tajemniczego "indywiduum" może być lusterko.


> z samego ustanowienia patrona w sferze rządzenia jeszcze nic nie wynika ,
wiesz
>
> o tym doskonale ale udajesz głupa (albo nim jesteś),
> jakoś nikt z arabii czy polskich islamistów nie chce ustanawiac allacha
królem
> polski,

Nie wynika??? A to po co pisałeś w tym wątku, że "watykan rządzi tym krajem"? A
czy nikt "z arabii czy polskich islamistów" nie chce? Nie wiem, ale: (1) mnie
to nie interesuje; (2) Ty zapewne wiesz więcej niż ja.

>
> jesteś nawiedzony, bo to widac po reakcjach na posty przeciw kościołowi, ale
> przez co nawiedzony? - to ty napisz - ja nie wiem.

PiS-owska retoryka. Poruszam tu kwestie rządzenia, a Tobie brakuje ochoty (lub
intelektu), żeby mi wytłumaczyć jakim cudem ustanowienie patrona można wziąć za
przejaw rządzenia. Za to twierdzisz, że jestem nawiedzony... Wypisz, wymaluj -
całkiem jakbym słyszał o "układzie".


> to że nie chodze do kościoiła nie znaczy, że nikt z rodziny tam nie chadza, o
> wielki :))

Nie znaczy. W dniu ostatnich wyborów parlamentarnych w liturgii Kościoła było
czytanie ze ST, w którego treści pojawia się sformułowanie "prawo i
sprawiedzliwość" (z małych liter). Spotkałem się na forum z opinią, że "ksiądz
wzywał do głosowania na PiS w kazaniu". Kiedy zapytałem czy to aby nie było
czytanie Pisma, to się autor zamknął... Może Twoja rodzina ma problemy z
rozróżnieniem części liturgii i zrozumieniem o co chodzi? To by było rodzinne,
więc mnie nie zdziwi.

>
> "Jak rozumiem - spodziewacie się, że już jesienią pojawi się wymóg pieszej
> pielgrzymki do Starego Sącza dla wszystkich kandydatów na samorządowców? Na
> racjonaliście na pewno jest zdjęcie projektu stosownej ustawy... :-)"
>
> już jest wymóg religii w świeckich (!) szkołach, już jest rozpatrywany
projekt
> oceny z religii na maturze, już wiszą krzyże w każdym urzędzie (dlaczego
krzyże
>
> a nie gwiazdy dawida??), itd. itp.
> więc twoją sarkastyczną wypowiedź mogę zaliczyć do bredni...

Sakrazm brednią? To pozwól, że umożliwię Ci dalsze tropienie bredni...
Zdecydowanie w "tym kraju" rządzą koncerny spożywcze. W sklepikach szkolnych
można kupić Pepsi lub Coca-Colę, Marsy, Snikersy, Twixy itp. Czy jest obowiązek
kupowania? Nie! Ale ktoś to wprowadził...
Problem w tym, że ani religia w szkołach, ani proponowana matura z religii nie
zostały wprowadzone decyzją Watykanu. Mamy takie władze, jakie mamy. Ubolewam
nad tym, że głupie, ale za ich gafy nie będę obciążał nikogo poza owymi
władzami.
A umieszczenie gwiazdy Dawida w urzędach mogłoby rodzić napięcia
dyplomatyczne... Ja na miejscu Izraela poczułbym się urażony! Ostatni budynek
publiczny, w którym byłem to WSA w Gdańsku. Jakoś krzyża nie dostrzegłem, ale
pewnie nie patrzyłem uważnie. Obiecuję naprawić to niedopatrzenie i dać znać
przy okazji. Będę tropicielem krzyży! Żeby to tylko jaką frustracją nie
zaowocowało!

> > Taaaa... W takim razie gratuluję dobrego samopoczucia.
>
> dziękuję, wzajemnie.
> :)

Nie gratuluj mi dobrego samopoczucia, bo mi go brakuje...

>
>
>


Zobacz wszystkie posty z tego tematu



Temat: Od ateisty o ateizmie i religii uwag kilka
Bracia i siostry Jezusa a dziewictwo Maryi.
Cytuje za Katechizmem Kosciola Katolickiego:

499. Poglebienie wiary w dziewicze macierzynstwo Maryi doprowadzilo Kosciol do
wyznania jej rzeczywistego i trwalego dziewictwa takze w zrodzeniu Syna Bozego,
ktory stal sie czlowiekiem. Istotnie narodzenie Chrystusa „nie naruszylo jej
dziewiczej czystosci, lecz ja uswiecilo. Liturgia Kosciola czci Maryje jako
Aeiparthenos, „zawsze Dziewice”.

500. Niekiedy jest wysuwany w tym miejscu zarzut, ze pismo swiete mowi o
braciach i siostrach Jezusa (Por. Mk 3, 31-35; 6, 3; Kor 9, 5; Ga 1, 19). W
rzeczywistosci Jakub i Jozef, „Jego bracia” (Mt 13, 55), sa synami innej Marii,
nalezacej do kobiet uslugujacych Chrystusowi (Por. Mt 27 56), okreslanej w
znaczacy sposob jako „druga Maria” (Mt 28, 1). Chodzilo tu o bliskich krewnych
Jezusa wedlug wyrazenia znanego w Starym Testamencie (Por. Rdz 13, 8; 14, 16;
29, 15 i in).

Rozszyfrujmy te odnosniki pozostawiajac wnioski Czytelnikowi. Biore wiec Biblie
Tysiaclecia i czytam:

Mk 3, 31-35, czyli Ewangelia wg Marka 3,31-35:

3,31 Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po
Niego, aby Go przywołać.
3,32 Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: Oto Twoja
Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie.
3,33 Odpowiedział im: Któż jest moją matką i /którzy/ są braćmi?
3,34 I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: Oto moja matka i moi
bracia.
3,35 Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką.

Mk 6, 3, czyli Ewangelia wg Marka 6,3:

6,3 Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i
Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry? I powątpiewali o Nim.

Kor 9, 5, czyli 1 List do Koryntian Pawla z Tarsu:
9,5 Czyż nie wolno nam brać z sobą niewiasty - siostry, podobnie jak to
czynią pozostali apostołowie oraz bracia Pańscy i Kefas?

Ga 1, 19, czyli List do Galatow 1,19 Pawla z Tarsu:

1,19 Spośród zaś innych, którzy należą do grona Apostołów, widziałem
jedynie Jakuba, brata Pańskiego.

Mt 13, 55, czyli Ewangelia wg Mateusza, 13,55:

13,55 Czyż nie jest On synem cieśli? Czy Jego Matce nie jest na imię Mariam,
a Jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda?

Mt 27, 56, czyli Ewangelia wg Mateusza 27,56:

27,56 Między nimi były: Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba i Józefa, oraz
matka synów Zebedeusza.

Mt 28, 1, czyli Ewangelia wg Mateusza 28,1:

28,1 Po upływie szabatu, o świcie pierwszego dnia tygodnia przyszła Maria
Magdalena i druga Maria obejrzeć grób.

Rdz 13, 8; 14, 16; 29, 15, czyli Ksiega Rodzaju Biblii Zydowskiej:

13,8 rzekł Abram do Lota: Niechaj nie będzie sporu między nami, między
pasterzami moimi a pasterzami twoimi, bo przecież jesteśmy krewni.

14,16 W ten sposób odzyskał całe mienie. a także sprowadził na powrót Lota
wraz z jego dobytkiem, kobietami i sługami.

29,15 rzekł do niego Laban: Czyż dlatego, że jesteś moim krewnym, masz mi
służyć za darmo? Powiedz mi więc, jaką mam ci dać zapłatę?
Zobacz wszystkie posty z tego tematu



Temat: Sprawa wiary a dziecko w grzechu poczęte
No, niezle. Jak na gorliwa neofitke przystalo, powinnam Ci odpowiedziec
rzetelnie.

ad 1.
Jest jakas sprzecznosc, post wyzej pisalas o finansowej motywacji odraczania
slubu koscielnego.

ad 2.
Jasne, ze malzonkowie. To dlaczego go sobie nie chcieli udzielic w formie
przepisanej przez Kościol? Katechizm Kosciola Katolickiego mowi o tym jasno:
"1631 Z tego względu Kościół wymaga zazwyczaj od swoich wiernych kościelnej
formy zawierania małżeństwa138. Przemawia za tym wiele racji:
- małżeństwo sakramentalne jest aktem liturgicznym; wypada zatem, by było
celebrowane podczas publicznej liturgii Kościoła;
- małżeństwo wprowadza do określonego stanu kościelnego, daje prawa i nakłada
obowiązki w Kościele, między małżonkami i wobec dzieci; - skoro małżeństwo jest
stanem życia w Kościele, trzeba, by była pewność odnośnie do jego zawarcia
(stąd obowiązek obecności świadków);
- publiczny charakter wyrażonej zgody chroni raz wypowiedziane małżeńskie "tak"
i pomaga w dochowaniu mu wierności."
Oczywiscie, uzyto slowa "zazwyczaj", co sugeruje, ze moga byc wyjatki. Tylko,
ze te wyjatki dotycza sytuacji, gdy forma jest niezalezna od woli malzonkow
(powiedzmy hipotetycznie, ze nie jest latwo o "osobe pelniaca posluge w
kosciele" w Kazachstanie czy w Chinach).
Proby naciagania mozliwosci stosowania tych wyjatkow w sytuacji, kiedy naprawde
NIC nie stoi na przeszkodzie (podajesz - i nastepnie sama kwestionujesz - tylko
jeden powod, finansowy), zeby zawrzec zwiazek malzenski w formie przepisanej
przez Kosciol, wydaja mi sie nieuczciwe.

ad 3.
Sama w pkt 2 stwierdzilas, ze slub koscielny polega na tym - rowniez na tym -
ze Kosciol potwierdza przyrzeczenie malzonkow. Rozumiem Twoja wybiorcza
interpretacje poszczegolnych perykop Pisma sw. (jest nawet taki ruch "Wir sind
die Kirche"), ale w Kosciele Katolickim skladamy wyznanie wiary, w ktorym
mowimy m. in. ze wierzymy w jeden, swiety, powszechny i apostolski Kosciol.
A "apostolski" w tekscie (wypowiadanego przez nas co tydzien!) symbolu nicejsko-
konstantynopolitanskiego oznacza, ze wierzymy w nauke Chrystusa, przekazana nam
przez apostolow i ich nastepcow. W tym nastepce Piotra. Zatem i w to, co w
Katechizmie Kosciola Katolickiego napisano. To tylko u protestantow jest "Sola
Scriptura", czyli wiara wylacznie w to, co zostalo napisane w Pismie sw. - u
katolikow nie.

ad 4.
To nie nowotwor, to jedno z podstawowych pojec etyki chrzescijanskiej. Warto
sie z nimi zapoznac, a nie operowac potocznymi pojeciami - jesli chce sie
rzetelnie dyskutowac. Zycie w czystosci oznacza, najprosciej mowiac, zycie
zgodnie z nalozonymi przez Boga obowiazkami stanu, czyli to, ze duchowny
zachowuje celibat, a osoby stanu wolnego powstrzymuja sie od wspolzycia - zatem
praktykuja czystosc we wstrzemiezliwosci, zas malzonkowie wspolzyja ze soba,
kierowani wzajemna miloscia. Nie ma wiec zadnego "brudu" we wspolzyciu
malzenskim (co niektorzy zagorzali dewoci - i, jak widac, nie tylko) lubia
sugerowac. Czystosc jest wyzbyciem sie egoizmu w milosci, o, tak podniosle
mozna by to nazwac.

I jeszcze o naginaniu regul. Po pierwsze, warto te reguly najpierw poznac i
sporobowac zrozumiec ich sens, a nie zewnetrzne przejawy. Ale, oczywiscie, poza
tym wszystko mozna tez nagiac i kazdego oszukac - ksiedza, meza, otoczenie.
Tylko Boga oszukac nie sposob. Tylko Bog wie, czy sakrament zostal godnie
rpzyjety i czy jest wazny, na przyklad. Dlatego ja nie wypowiadam sie, czy
osoby, o ktorych mowimy, grzesza w oczach Boga, czy nie (mimo, ze "jestesmy
Kosciolem .
Ja tylko probuje wyjasnic niektore naprawde podstawowe zasady postepowania,
przyjete przez Kosciol. Ktore nie musza byc sluszne (chociaz moj ulubiony sw.
Ignacy Loyola twierdzil, ze kazdemu absurdowi wyrazonemu przez kosciol
hierarchiczny nalezy swoj umysl podporzadkowac), ale nie nam o tym wyrokowac.
A bladzimy wszyscy, swieccy i duchowni.

Ufff, dlugie mi wyszlo, wybacz.
Pozdrawiam.
Zobacz wszystkie posty z tego tematu



Temat: piętno dla ilości świąt-długie i w temacie homo
nie chcę wywyływać kolejnego flejma, więc napiętnuję tylko ilość świąt, w
odpowiedzi na zarzuty, że termin Parady Równości można dobrać tak, by nie
ranić uczuć religinych, bo to prowokacja.
_Cytata_ z jednego z portali:
*******************************************
Wszystko zaczęło się od dyskusji, czy krakowscy działacze KPH mieli prawo
nie wiedzieć o procesji św. Stanisława na Skałkę... Oburzenie mediów,
krakowian i części gejów było spore.
Faktycznie, można dostosować się do ważniejszych świąt, aby nikogo nie
urazić.
Można? Chyba właśnie nie można...
Maksiu, krakowski działacz gejowski, zapewnił, że za rok organizatorzy
krakowskich Dni dla Tolerancji, postąpią inaczej niż w tym roku:
marsz będzie w terminie, który będzie staranniej dobrany... niestety nie w
maju (Kraków jest miastem wysoce imprezowym), gdyż w maju nie wolno, bo:
- 1 V - parada równości (nie jesteśmy przecież konkurencją i mamy się
wspierać),
- weekend ok. 9 V - procesja św. Stanisława oraz Cracovia Maraton,
- kolejny weekend - Biały Marsz - rocznica zamachu na papieża,
- kolejny weekend - 85. urodziny papieża,
- kolejny weekend - Wielka Parada Smoków - dość duże święto (jeśli ktoś był
w tym roku, to widział, co to...)
Wydawało się już, że sprawa jest prosta, gdyby nie Miko, który opublikował
wspomniany komentarz do kalendarza liturgicznego kościoła katolickiego -
przeczytajcie:
23 kwietnia jest świętego Wojciecha. Radzę też zapomnieć o terminie 40 dni
po Zmartwychwstaniu, bo wtedy jest Wniebowstąpienie Pańskie. 10 dni potem
jest Zesłanie Ducha Świętego. Dla ułatwienia powiem, że w roku 2005
Wniebowstąpienie przypada na 5 maja, Zesłanie na 15, a Boże Ciało będzie 26
maja.
Serdecznie doradzam wszystkim gejom-organizatorom pochodów, ażeby zapoznali
się ze wspaniałym wynalazkiem Kościoła jakim jest internetowy kalkulator dni
świątecznych.
Można go znaleźć pod adresem
http://www.wieniawska.franciszkanie.pl/swietakoscielne%20-%20dawne.html
Przy okazji - niedziele odpadają, albowiem postanowieniem Konstytucji o
świętej liturgii Soboru Watykaskiego II :
"102. Święta Matka Kościół uważa za swój obowiązek obchodzić w czcigodnym
wspomnieniu zbawcze dzieło swego Boskiego Oblubieńca przez cały rok w
ustalonych dniach. Każdego tygodnia Kościół obchodzi pamiątkę
Zmartwychwstania Pasńkiego w dniu, który nazwał Pańskim, a raz w roku czci
je także razem z Jego błogosławioną Męką na Wielkanoc, w to swoje największe
święto. Z biegiem roku Kościół odsłania całe misterium Chrystusa... W ten
sposób obchodząc misteria Odkupienia, Kościół otwiera bogactwa zbawczych
czynów i zasług swojego Pana, tak że one uobecniają się niejako w każdym
czasie, aby wierni zetknęli się z nimi i dostąpili łaski zbawienia."
A Dzien Pański to oczywiście niedziela, o czym każdy gej-ateista musi
wiedzieć w kraju między Odrą a Bugiem, a poza tymi rzekami udzielona mu
zostaje dyspensa.

Dokonując pewnych oblicze możemy sprawdzić które dni nam pozostają w
przyszłym roku zaczynając od 22 kwietnia:
22.IV, piątek- Dzien przed świętym Wojciechem i post
23.IV, sobota, świętego Wojciecha
24.IV, niedziela, Dzien Paski, oraz Świętego Jerzego
25.IV, świętego Marka Ewangelisty, święto
wolne 27.IV aż do czwartku 28.IV, bo to przecież Dzien przed Piątkiem)
29,30.IV- piątek, sobota
1.V Dzien Paski
2.V Święto Flagi Narodowej
3.V Matki Boskiej Królowej Polski
4.V i Dzien po i przed
5.V Wniebowstąpienie
6.V Świętych Męczenników Filipa i Jakuba- święto
7.V Najświętszej Marii Panny Łaski Bożej
8.V Dzien Paski i świętego Stanisława
9.V Dzien Po
10,11.V -WTOREK, ŚRODA tu by chyba były dwa dni wolne
12.V-Dzien przed
13.V Matki Boskiej Fatimskiej, rocznica zamachu na papieża
14.V-Macieja Apostoła, święto
15.V Zesłanie i Dzien Pański
16.V Dzien po
17.V Dzien przed
18.V URODZINY PAPIEŻA
19.V Dzien przed
20.V Najświętszej Marii Panny Matki Kościoła
21.V Dzien pomiędzy
22.V Dzien Paski
23.V Dzien po i przed
24.V Matki Boskiej Wspomożycielki Wiernych
25.V Dzien po i przed
26.V Najświętszego Ciała i Krwi Paskiej - czyli potocznie Boże Ciało
27.V Piątek i Dzien Po
28.V Dzien pomiędzy
29.V Dzien Paski
30.V Dzien po i przed
31.V Nawiedzenie NMP
1.VI Dzien po, Dzien Dziecka- kto to widział dzieciom pedałów eksponować
2.VI- rocznica pierwszej pielgrzymki Papieża do Polski
3.VI- Piątek
4.VI- Dzien pomiędzy
5.VI Dzien Paski
6.VI Trójcy Przenajświętszej (?- tu nie jestem pewien czy ruchome)
7.VI Dzien po
8.VI świętej Jadwigi Królowej, Patronki Polski
9.VI rocznica poświęcenia bazyliki metropolitalnej w Warszawie
10.VI Piątek
11.VI Dzien pomiędzy
12.VI Dzien Paski
13.VI Dzien po
14.VI WTOREK Dzien wolny
15,16,17.VI- czwartek, piątek, sobota
18.VI Dzien Paski
19.VI Dzien po
20,21.VI wtorek, środa - dni wolne
22,23.VI czwartek piątek
24.VI Narodzenie świętego Jana Chrzciciela
25.VI Dzien Paski
26.VI Dzien po
27.VI Najświętszej Marii Panny Nieustającej Pomocy
28.VI Dzien po
29.VI Świętych Apostołów Piotra i Pawła
30.VI Piątek i Świętych Pierwszych męczenników Świętego Kościoła Rzymskiego
31.VI Dzien po

Jak wykazał Miko, mamy około 5-6 dni do dyspozycji, o ile nie wystąpią
jakieś nieoczekiwane święta lub wydarzenia (np. przyjazd papieża).

Zobacz wszystkie posty z tego tematu



Temat: kobieta i grzech (?!)
tad9 napisał:

> Gość portalu: Monika napisał(a):
>
> ) Więc odpowiedz jest pozytywna. Tak w pierwszym kosciele kobiety sprawowały
> ) eucharystie na równi z mężczyznami i ta praktyka nikogo nie dziwiła.
> )Sytuacje się zmienia od V wieku. Nie przeczę. Ale przez prawie 5 wieków
> )kobiety to robiły. Tak diakonisy jak i prezbiterki, które miały jeszcze
> )wyższe święcenia.

> Proszę o FAKTY, a nie o spekulacje. Proszę o PRZYKŁADY kobiet sprawujących
> eucharystię. Ile takich znasz?

Więc udowodniłam ci tystarczając podając cytaty z Biblii. Teraz jeszcze tylko
dodam, że w pierwszym kościele nie potrzebe były , żadne swięcenie do
sprawowania eucharytsii, wszyscy święci ( bo tak siebie nazywali) byli
kapłanami.

Teraz ty udowodnij, że tak nie było.

> ) Tak, mogły. Nigdzie przed 490 rokiem nie jest napisane, że nie mogły. A
> )niby dlaczago by nie mogły ? Pierwsze diakonki, prezbiterki, profetki i
> )apostołki są udokumentowane w Biblii, więc przez wiele lat mogły.
>
> Rozumiem, że nie potrafisz w sposób POZYTYWNY udokumentować swojego
> twierdzenia,

Rozumiem, że dla ciebie Biblia nie jest dokumentem, który może cokolwiek
udowodnić.

> i jedynym argumentem jest ów brak zakazu (zresztą temu brakowi
> też warto się przyglądnąć)?

Tak brak, jest także dowodem. To co nie jest zabronione jest zezwolone. To
podstawa prawa.

> Taka argumentacja jest SPEKULACJĄ. Gdzie są DOWODY POZYTYWNE?

Czyżbyś cytaty z Biblii uznawał za spekulacje ?
Czym dla ciebie jest dowód pozytywny ?

>Przecież w ciągu kilkuset lat powinno ich się trochę uzbierać, prawda?

No tak nazbierało się tego sporo. Proszę podaj mi jakikolwiek dokument z I czy
II wieku, w którym jasno jest napisane ze biskup jest kapłanem sprawująceym
eucharystię i mającym do tego wyłaczne prawo.

W innym wypadku uznam wszystkie twoje wywody jednynie za SPEKULACJE nie
poparte żadnymi POZYTYWNYMI DOWODAMI.

> ) Jeśli twierdzisz, że nie mogły to musisz to udokumentowac, ale nie chcesz.
> ) Oczywiście nie moge cię zmusić :-))
>
> Jeśli twierdzisz, że to robiły, to musisz to udokumentować, ale nie chcesz.
> Oczywiście nie mogę Cię zmusić. ;-P
>
>
> ) Prezbiterki są udokumentowane w: Tropeii (Kalabiea), na Sycylii, w
> ) Ipponie, we Francji, Tracji, Dalmacji (jeśli dobrze pamiętam). Wszystkie
> ) noszą tytuły prezbiterek, a jak wiadomo prezbiter ma pełne święcenia. Więc
> ) nie istniały przeszkody aby nie sprawowały euchrystii.
>
> Ależ oczywiście, że są udokumentowane, to nie jest ŻADNE
> feministyczne "odkrycie": "Wbrew hasłom feministek oba roszczenia: władzy
> kość. i sakramentu kapł. nie są bynajmniej nowe, a ponadto dawne nie
> sprawdziły się. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa kobiety sprawowały -
> przejściowo i bez święceń - faktyczną władzę biskupią i prezbiterialną w
> niektórych Kościołach wschodnich przedchalcedońskich (Jakobici, Nestorianie,
>Ormianie);

Owszem, sprawowali także te funkcje męzczyźni bez święceń kapłańskich.
Musiałbyś udowodnić, że przed III wiekiem istaniały jakiekolwiek swięcnia
kapłńskie, by robić takie rozróznienie jak wyżej.

Więc jeszcze raz nalegam, jak wyglądały święcenia kapłańskie w I i II wieku i
kto ich udzielał ?

> działo się to w przypadkach, gdy władza była dziedziczona w rodzinach i
> kiedy kobiety rządziły w imieniu nieletnich dziedziców urzędu; również w
> Kościele Katolickim w starożytności, a zwłaszcza w średniowieczu, kobiety
> nierzadko faktycznie rządziły Kościołami lokalnymi, biskupstwami, parafiami
> i zakonami (także męskimi), w imieniu władzy monarszej lub książęcej; wtedy
> biskupi i prezbiterzy byli spychani do pełnienia tylko funkcji
> liturgicznych; Kościół uważa, że praktyki te stanowiły niedopuszczalne
> mieszanie się społeczności świeckiej w sprawy kościelne" (ks. Czesław
> Bartnik, Kapłaństwo kobiet). W materiale który cytuję jest też fragment o
> odłamach chrześcijaństwa, które praktykowały pełne święcenia kapłańskie
> kobiet:

A kiedy wprowadzono pełne święcenia mężczyzn ? Od kiedy tak naprawdę istnieje
kler ? I kiedy nie było kleru co było ? Nie było żadnych święceń ? Bo niby kto
miałby mieć wcześniej prawo do wyświęcania kogokolwiek ?


> "Święcenia kapłańskie kobiet mają długą historię w niekatolickich odłamach
> chrześcijaństwa; poczynając od II wieku były one udzielane kobietom mn.
> wśród kotyrydianów, marcjanistów, popuzynianów, agapetów, w sekcie czczącej
> Matkę Jezusa jako Boginię. Z nową siłą roszczenia te wystąpiły w XVIw. w
> ramach reformacji, w Polsce wśród "braci polskich", choć tutaj faktycznych
> święceń nie było; święcenia kobiet na "kapłanki" i "biskupki" podjął u
> nas "Kościół Katolicki Mariawitów", odłamu Felicjańskiego; swięceń
> udzielał 1922-934 abp mariawicki, J. Kowalski, który sakrę biskupią otrzymał
> od kościoła starokatolickiego w Holandii". Mowa jest tu jak widzisz o
> funkcjach tytularno-administracyjnych.
>
> ) Jest też jeden dokument, w którym opisane jest jak dziewice sprawowały
> ) eucharystję. Dziewice, które nie miały, żadnych święceń a jednak miały
> ) prawo sprawowania euchrystii.
>
> JEDEN? Słyszałaś coś o kryterium reprezentatywności w historii? A poza tym,
> czy aby nie była to dziewica z odłamu kotyrdianów, marcjanistów,
> popuzynianow ....itd? Sprawowanie eucharystii bez święceń? Coś mi się zdaje,
> że nie można UOGÓLNIAĆ takich przypadków. Zgodzisz się ze mną?

Nie nie zgadzam się. Jeden, ale bardzo znaczący, wzorujący się na najstarszej
tradycji wywodzącej się w Biblii. Zresztą nadal go szukam wiec, podam później.
>
> )Jak widać kiedyś nie byli takimi formalistami jak dziś. Niestety nie mogę
> )go znaleźć w tej chwili. W kazdym razie to jakiś biskup opisuje lokalne
> )tradycje.
>
> LOKALNA TRADYCJA? Tak myślałem .....

Co myślałeś ? To opisz mi ogólnie przyjęte tradycje, które były respektowana w
każdym kosciele między IV a V wiekiem. Która tradycja nie była lokalna ?


Zobacz wszystkie posty z tego tematu



Temat: Czytałyście?
Czytałyście?
Bezmyślna obojętność

Problemy z pogrzebem dzieci

Wspólnota Kościoła ma ludzki i chrześcijański obowiązek towarzyszyć i
współczuć osobom przeżywającym śmierć bliskich. Jeśli za pytaniami
postawionymi w publikowanym obok liście stoją fakty, jest to sytuacja
naganna - rażąca brakiem wrażliwości i niechrześcijańską obojętnością. Tak
nie powinno i, co więcej, nie musi się dziać.

Artur Sporniak /2004-10-31


Nie istnieją żadne formalne przeszkody, które prowokowałyby sytuacje
potęgujące cierpienie rodziców pogrążonych w żałobie. Uregulowania prawne i
liturgiczne są w tej dziedzinie jasne i jednoznaczne, z czego nie wszyscy
wierni zdają sobie sprawę. Obowiązujący polskich księży rytuał obrzędów
pogrzebowych przewiduje dla dzieci - zarówno ochrzczonych, jak i nie
ochrzczonych - wszystkie trzy formy pogrzebu, podobnie jak dla dorosłych.
Najczęściej używana forma zawiera trzy stacje: w domu, w kościele i przy
grobie. Na liturgię sprawowaną w kościele składa się Msza św. pogrzebowa i
tzw. obrzęd ostatniego pożegnania, obejmujący pokropienie wodą święconą i
okadzenie trumny. Druga forma pogrzebu, uwzględniająca dwie stacje - w
kaplicy cmentarnej i przy grobie, nie przewiduje Mszy św., ale rytuał zaleca
jej odprawienie przed pogrzebem albo bezpośrednio po nim. Trzecia forma - z
jedną stacją, zwykle w domu - stosowana jest w szczególnych przypadkach,
kiedy publiczne sprawowanie liturgii jest utrudnione lub niebezpieczne.
Teksty modlitw podkreślają pewność wiary w zbawienie dzieci zmarłych po
chrzcie, zaś silną wiarę w miłosierdzie Boże w obrzędach pogrzebowych dzieci
nie ochrzczonych. W obu przypadkach używa się szat liturgicznych koloru
białego.

Msza św. stanowi ważną część liturgii pogrzebowej. Chociaż w przypadku
pogrzebu dziecka nie ma ona znaczenia przebłagania za jego grzechy (przyjmuje
się, że dziecko przed uzyskaniem zdolności posługiwania się rozumem nie
popełnia grzechu), to stanowi wyraz wiary w życie wieczne i pociechę duchową
dla pogrążonych w żałobie bliskich. Mszał zawiera formularze Mszy na pogrzeb
dziecka ochrzczonego i nie ochrzczonego. W obu przypadkach pomija się
modlitwy wstawiennicze przewidziane za dorosłych zmarłych.

W teologicznym wstępie rytuału obrzędów pogrzebowych odnajdziemy - wydawałoby
się - oczywiste przypomnienia: obowiązkiem kapłana jest umocnić nadzieję
uczestników pogrzebu, ożywić wiarę w zmartwychwstanie, nieść pociechę płynącą
z wiary, podnieść na duchu i “nie urazić pogrążonych w żałobie”. W przypadku
pogrzebu dzieci rytuał wzywa kapłanów, by pamiętali, że “śmierć dziecka jest
doświadczeniem szczególnie bolesnym dla jego rodziców”, a “jeszcze
boleśniejszym przeżyciem dla rodziców katolickich jest śmierć dziecka nie
ochrzczonego”. Nie widać więc powodów, dla których kapłan - proszony o
pogrzeb dziecka połączony z Mszą św. - miałby robić rodzicom trudności czy
proponować obrzęd zwany potocznie pokropkiem (funkcjonuje on w formie obrzędu
ostatniego pożegnania, będącego jedynie fragmentem liturgii pogrzebowej).
Jedynym warunkiem zgody na katolicki pogrzeb, wymaganym od rodziców zmarłego
dziecka nie ochrzczonego, jest pragnienie dla niego chrztu.

O “pokropku” nie wspominają żadne dokumenty liturgiczne Kościoła. Nie
znajdziemy takiego obrzędu również w rozporządzeniach wydanych przez
Konferencję Episkopatu Polski. Jest to więc lokalny zwyczaj, którego
zachowywanie, zwłaszcza wymuszone, nie może wiązać się z ograniczaniem prawa
do obrzędów zatwierdzonych i zalecanych przez władze kościelne. Zwyczaj ten
pochodzi z czasów przedsoborowych, kiedy Kościół nie przewidywał dla dzieci
pełnej formy liturgii pogrzebowej. Soborowa Konstytucja o liturgii świętej
nakazała to zmienić (p. 82). Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 r. przypomina,
że pogrzeb należy odprawić z zachowaniem przepisów liturgicznych (kan. 1176),
zaś pozwolenie na pogrzeb dzieci zmarłych przed chrztem pozostawia decyzji
biskupa ordynariusza (kan. 1183). W Polsce takie zezwolenie wydała
Konferencja Episkopatu jeszcze w 1976 r.

Pozostaje pytanie, jak księża mają zachować się w przypadku dzieci zmarłych
przed narodzeniem? Jak słusznie zauważa Autorka listu, jeśli Kościół tak
mocno angażuje się w obronę dziecka poczętego, podkreślając jego ludzką
godność, wyraźną niekonsekwencją byłoby odmawiać mu katolickiego pogrzebu.
Zapytany o to przez “Tygodnik” przewodniczący Komisji Episkopatu ds. Kultu
Bożego i Dyscypliny Sakramentów bp Stefan Cichy odpowiada: “Dziecko zmarłe
przed porodem należy traktować jak dziecko zmarłe przed chrztem”. Podobnie
uważa ks. prof. Remigiusz Sobański, konsultor Rady Prawnej Episkopatu.

Skąd się zatem mogą brać opisane w liście problemy z godnym pochówkiem
dzieci? Jak się wydaje, powody są dwa: z jednej strony bezmyślna obojętność
księży, którzy z przyzwyczajenia odwołują się do nieuzasadnionych już dzisiaj
zwyczajów, z drugiej - niewiedza wiernych świeckich o przysługujących im w
Kościele prawach.




Zobacz wszystkie posty z tego tematu



Temat: Dzie ciekawy artykuł:
Dzie ciekawy artykuł:
Bezmyślna obojętność

Problemy z pogrzebem dzieci- Tygodnik Powszechny

Wspólnota Kościoła ma ludzki i chrześcijański obowiązek towarzyszyć i
współczuć osobom przeżywającym śmierć bliskich. Jeśli za pytaniami
postawionymi w publikowanym obok liście stoją fakty, jest to sytuacja
naganna - rażąca brakiem wrażliwości i niechrześcijańską obojętnością. Tak
nie powinno i, co więcej, nie musi się dziać.

Artur Sporniak /2004-10-31


Nie istnieją żadne formalne przeszkody, które prowokowałyby sytuacje
potęgujące cierpienie rodziców pogrążonych w żałobie. Uregulowania prawne i
liturgiczne są w tej dziedzinie jasne i jednoznaczne, z czego nie wszyscy
wierni zdają sobie sprawę. Obowiązujący polskich księży rytuał obrzędów
pogrzebowych przewiduje dla dzieci - zarówno ochrzczonych, jak i nie
ochrzczonych - wszystkie trzy formy pogrzebu, podobnie jak dla dorosłych.
Najczęściej używana forma zawiera trzy stacje: w domu, w kościele i przy
grobie. Na liturgię sprawowaną w kościele składa się Msza św. pogrzebowa i
tzw. obrzęd ostatniego pożegnania, obejmujący pokropienie wodą święconą i
okadzenie trumny. Druga forma pogrzebu, uwzględniająca dwie stacje - w
kaplicy cmentarnej i przy grobie, nie przewiduje Mszy św., ale rytuał zaleca
jej odprawienie przed pogrzebem albo bezpośrednio po nim. Trzecia forma - z
jedną stacją, zwykle w domu - stosowana jest w szczególnych przypadkach,
kiedy publiczne sprawowanie liturgii jest utrudnione lub niebezpieczne.
Teksty modlitw podkreślają pewność wiary w zbawienie dzieci zmarłych po
chrzcie, zaś silną wiarę w miłosierdzie Boże w obrzędach pogrzebowych dzieci
nie ochrzczonych. W obu przypadkach używa się szat liturgicznych koloru
białego.

Msza św. stanowi ważną część liturgii pogrzebowej. Chociaż w przypadku
pogrzebu dziecka nie ma ona znaczenia przebłagania za jego grzechy (przyjmuje
się, że dziecko przed uzyskaniem zdolności posługiwania się rozumem nie
popełnia grzechu), to stanowi wyraz wiary w życie wieczne i pociechę duchową
dla pogrążonych w żałobie bliskich. Mszał zawiera formularze Mszy na pogrzeb
dziecka ochrzczonego i nie ochrzczonego. W obu przypadkach pomija się
modlitwy wstawiennicze przewidziane za dorosłych zmarłych.

W teologicznym wstępie rytuału obrzędów pogrzebowych odnajdziemy - wydawałoby
się - oczywiste przypomnienia: obowiązkiem kapłana jest umocnić nadzieję
uczestników pogrzebu, ożywić wiarę w zmartwychwstanie, nieść pociechę płynącą
z wiary, podnieść na duchu i “nie urazić pogrążonych w żałobie”. W przypadku
pogrzebu dzieci rytuał wzywa kapłanów, by pamiętali, że “śmierć dziecka jest
doświadczeniem szczególnie bolesnym dla jego rodziców”, a “jeszcze
boleśniejszym przeżyciem dla rodziców katolickich jest śmierć dziecka nie
ochrzczonego”. Nie widać więc powodów, dla których kapłan - proszony o
pogrzeb dziecka połączony z Mszą św. - miałby robić rodzicom trudności czy
proponować obrzęd zwany potocznie pokropkiem (funkcjonuje on w formie obrzędu
ostatniego pożegnania, będącego jedynie fragmentem liturgii pogrzebowej).
Jedynym warunkiem zgody na katolicki pogrzeb, wymaganym od rodziców zmarłego
dziecka nie ochrzczonego, jest pragnienie dla niego chrztu.

O “pokropku” nie wspominają żadne dokumenty liturgiczne Kościoła. Nie
znajdziemy takiego obrzędu również w rozporządzeniach wydanych przez
Konferencję Episkopatu Polski. Jest to więc lokalny zwyczaj, którego
zachowywanie, zwłaszcza wymuszone, nie może wiązać się z ograniczaniem prawa
do obrzędów zatwierdzonych i zalecanych przez władze kościelne. Zwyczaj ten
pochodzi z czasów przedsoborowych, kiedy Kościół nie przewidywał dla dzieci
pełnej formy liturgii pogrzebowej. Soborowa Konstytucja o liturgii świętej
nakazała to zmienić (p. 82). Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 r. przypomina,
że pogrzeb należy odprawić z zachowaniem przepisów liturgicznych (kan. 1176),
zaś pozwolenie na pogrzeb dzieci zmarłych przed chrztem pozostawia decyzji
biskupa ordynariusza (kan. 1183). W Polsce takie zezwolenie wydała
Konferencja Episkopatu jeszcze w 1976 r.

Pozostaje pytanie, jak księża mają zachować się w przypadku dzieci zmarłych
przed narodzeniem? Jak słusznie zauważa Autorka listu, jeśli Kościół tak
mocno angażuje się w obronę dziecka poczętego, podkreślając jego ludzką
godność, wyraźną niekonsekwencją byłoby odmawiać mu katolickiego pogrzebu.
Zapytany o to przez “Tygodnik” przewodniczący Komisji Episkopatu ds. Kultu
Bożego i Dyscypliny Sakramentów bp Stefan Cichy odpowiada: “Dziecko zmarłe
przed porodem należy traktować jak dziecko zmarłe przed chrztem”. Podobnie
uważa ks. prof. Remigiusz Sobański, konsultor Rady Prawnej Episkopatu.

Skąd się zatem mogą brać opisane w liście problemy z godnym pochówkiem
dzieci? Jak się wydaje, powody są dwa: z jednej strony bezmyślna obojętność
księży, którzy z przyzwyczajenia odwołują się do nieuzasadnionych już dzisiaj
zwyczajów, z drugiej - niewiedza wiernych świeckich o przysługujących im w
Kościele prawach.


To wiele wyjaśnia!



Zobacz wszystkie posty z tego tematu



Temat: Msza łacińska "trydencka"
Zebysmy wiedzieli, o czym mowimy ;-))):

03.10.2007 - Wskazania Konferencji Episkopatu dla diecezji polskich
dotyczące sprawo-wania Mszy św. według ogłoszonego przez papieża
Benedykta XVI listu apostolskiego w formie Motu proprio Summorum
Pontificum

Biskupi zebrani na 341. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu
Polski w Warszawie w dniach 2 i 3 października 2007 r. ustalili
wskazania dotyczące sprawowania Mszy św. według ogłoszonego przez
papieża Benedykta XVI w dniu 7 lipca 2007 r. listu apostolskiego w
formie Motu Proprio Summorum Pontificum. W Motu proprio i dołączonym
do niego liście do biskupów papież Benedykt XVI określił ramowe
warunki dla sprawowania Mszy św. według promulgowanego przez bł.
papieża Jana XXIII Missale Romanum jako nadzwyczajnej formy liturgii
Kościoła.

1. Liturgię parafialną należy sprawować w formie zwyczajnej. Tam,
gdzie będzie zachodziła potrzeba, w niedziele i święta nakazane
można dodatkowo sprawować jedną Mszę św. w formie nadzwyczajnej, nie
może ona jednak być odprawiana w miejsce Mszy św. w formie
zwyczajnej (por. Summorum Pontificum, art. 5 § 2).

2. Możliwość sprawowania Mszy św. we wspólnotach parafialnych w
formie nadzwyczajnej musi uwzględniać dobro duchowe całej wspólnoty
i proszących o takie Msze św. wiernych. Wprowadzenie tej formy Mszy
św. nie może powodować napięć i podziałów w parafii (por. Summorum
Pontificum, art. 5 § 1). Życzenie jakiejś grupy wiernych, by mogli
na stałe uczestniczyć we Mszy świętej sprawowanej według Missale
Romanum bł. Jana XXIII nie może utrudniać pozostałym wiernym
uczestniczenia we Mszy świętej w formie zwyczajnej.

3. Zwyczajną formę Mszy św. w języku łacińskim należy sprawować
według Missale Romanum 1970 (w wydaniu Editio typica tertia 2002), a
w języku polskim według Mszału rzymskiego dla diecezji polskich,
Poznań 1986. Do nadzwyczajnej formy Mszy św. należy używać Missale
Romanum 1962 z tekstami Proprium Poloniae (por. Summorum Pontificum,
art. 1).

4. Wniosek o zezwolenie na Mszę św. w formie nadzwyczajnej mogą
składać proboszczowi grupy świeckich działające w danej parafii
(por. Summorum Pontificum, art. 5 § 1 i art. 7). Jeśli członkowie
grup proszących o Mszę św. w formie nadzwyczajnej są z różnych
parafii, wniosek należy skierować do biskupa diecezjalnego.

5. Określenie rodzaju i wielkości grup, które mogą się starać o
odprawianie dla nich Mszy św. według formy nadzwyczajnej, pozostawia
się biskupom diecezjalnym.

6. Kapłani, którzy mają odprawiać Mszę św. w formie nadzwyczajnej,
spełniać powinni następujące wymagania (por. Summorum Pontificum,
art. 5 § 4):
- przyjmować całą liturgię Kościoła w formie zwyczajnej i
nadzwyczajnej (por. towarzyszący Motu proprio List papieża Benedykta
XVI);
- posiadać dobrą znajomość nadzwyczajnej formy obrzędu;
- znać język łaciński;
- mieć przygotowanych do tej formy Mszy św. ministrantów.
Spełnieniem tych wymagań powinny weryfikować Diecezjalne Komisje
Liturgiczne.

7. Przy sprawowaniu Mszy św. w nadzwyczajnej formie obowiązuje
kalendarz i porządek czytań z Missale Romanum 1962. Należy także
uwzględnić w odpowiednim czasie zapowie-dziane przez Komisję
Ecclesia Dei rozszerzenie kalendarza. Do wykonania czytań w języku
narodowym (por. Summorum Pontificum, art. 6) należy użyć perykop z
zatwier-dzonego lekcjonarza mszalnego, Pallottinum Poznań 1972-2004.
Można także użyć Mszału Rzymskiego w opracowaniu OO. Benedyktynów z
Opactwa Tynieckiego, Pallotinum Poznań 1963.
Przepowiadanie w czasie Mszy św. w formie nadzwyczajnej powinno być
zgodne z nauczaniem Soboru Watykańskiego II.

8. Biskupi diecezjalni nie widzą aktualnie potrzeby ustanawiania
parafii personalnych dla spra-wowania nadzwyczajnej formy obrządku
rzymskiego (Summorum Pontificum, art. 10).

9. Celem sporządzenia po trzech latach przez biskupa diecezjalnego
relacji na temat doświadczeń z wprowadzaniem w życie Motu proprio
(por. towarzyszący Motu proprio List papieża Benedykta XVI)
proboszczowie wzgl. rektorzy kościołów, w których zezwolono na Mszę
św. w nadzwyczajnej formie, powinni informować o tym swego biskupa.

10. Przypominając wskazania Motu proprio należy rozważyć, czy w
dużych miastach nie powinna być sprawowana jedna Eucharystia
niedzielna w języku łacińskim według mszału Pawła VI. Są osoby,
które chcą w takiej Mszy świętej uczestniczyć. W niektórych
kościołach taka liturgia w języku łacińskim jest sprawowana i
ogólnie dostępna dla wiernych.

Wskazania obowiązują od 15 października 2007 r.

+ Arcybiskup Józef Michalik
Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

+ Bp Stefan Cichy
Przewodniczący Komisji Episkopatu
ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.


Warszawa, dnia 3 października 2007 r.
341. Zebranie Plenarne Konferencji Episkopatu Polski


Oczywiscie, ze te wskazania sie nieco roznia od motu proprio. W tych
kwestiach, gdzie ono zostawia decyzje co do ustalenia szczegolow
(np. parafie personalne) lokalnemu episkopatowi.

Ciekawi mnie kwestia "rodzaju" "grup" - bo rozumiem, ze to jest
subtelna sugestia, iz powinny byc one w jakis sposob sformalizowane,
a nie skrzykniete ad hoc droga "zebrania podpisow".

Zobacz wszystkie posty z tego tematu



Temat: Panna nad pannami
O samotnosci
W Radiu Watykanskim bylo:

W naszych dotychczasowych audycjach mówiliśmy właściwie tylko i wyłącznie o
mężczyznach: że byli chrześcijańskimi herosami, bohaterami swoich czasów; że
wielu młodzieńców pragnęło naśladować sławetnych starców; że starali się wykazać
odwagą w walce z demonami pustyni i że poszukiwali prawdziwej mądrości. Że byli
tacy męscy, tacy dzielni i roztropni. Mężczyźni, mężczyźni… sami tylko
mężczyźni, tak jakby ludzkość była jednopłciowa; jakby nie było kobiet w
Kościele; jakby i one nie chciały bardziej naśladować naszego Pana Jezusa
Chrystusa. A to przecież nieprawda. Bo w starożytności – dokładnie tak samo, jak
i dziś – w życiu codziennym Kościoła wbrew pozorom najwięcej do powiedzenia
miały właśnie kobiety. To przecież one stanowiły zawsze najliczniejszą grupę
wśród wierzących. To one prowadziły swoje dzieci na katechizację i dbały o ich
religijny rozwój. To one troszczyły się o utrzymanie i ozdobę budynków i
majątków kościelnych, gdy wspólnota pierwotna zaczęła już takowe budować i
posiadać. To przede wszystkim kobiety otaczały troską ubogich i wspomagały
lokalny kler w dziełach miłosierdzia. Kobiety, kobiety… bez kobiet nie było
życia w Kościele, tak w starożytności, jak i dziś.

Nie dziwi zatem, że i one chadzały na pustynię, chociaż rzeczywiście mężczyznom
było z tym o wiele łatwiej. Na wojnę przecież wyprawiali się głównie dorośli i
silni mężczyźni, a kobiety raczej pozostawały w domu, jedynie poza mitycznymi
Amazonkami. Bo obie rzeczywistości, a więc walkę z ludzkim wrogiem oraz tę z
demonami i złymi mocami, słusznie przedstawiano jako dwa oblicza tego samego
zmagania i tych samych niebezpieczeństw, przed którymi każdy człowiek stawać
musi od czasu do czasu. Jak zatem słaba kobieta miała dać sobie radę z okrutnymi
podstępami Szatana, skoro nawet zwykłym mieczem władać nie mogła? A jednak. Były
takie, które brały się za to, co trudne i niebezpieczne. Bo tak samo, jak byli
ojcowie pustyni, a więc starcy, którzy uciekali od cywilizowanego świata i
wychodzili na pustynię, by tam żyć w samotności i spędzać czas na modlitwie,
pokucie i umartwieniach, tak też były matki pustyni. I tak, jak ojców po semicku
darzono tytułem „abba”, tak analogicznie owe święte i szczególnie szanowane
kobiety przyjęło się nazywać „amma”, czyli właśnie matką. Dzisiaj opowiemy o
jednej z najsławniejszych matek pustyni, czyli o amma Synkletyce.

Nie wiemy o niej znowu aż tak wiele. Posiadamy co prawda Żywot świętej
Synkletyki, przypisywany samemu świętemu patriarsze Atanazemu, ale wiemy
jednocześnie, że jest to pismo nieautentyczne i całkiem legendarne. Sama
Synkletyka nie mogła być jedynie mityczną postacią, skoro już w starożytności
stała się tak popularna, że przetrwało nie tylko wspomniane pismo, ale i pamięć
o świętej matronie w pobożności i liturgii Kościoła. Poza tym mamy całkiem
pokaźną garść apoftegmatów jej przypisywanych – niektóre zapewne autentyczne,
inne raczej nie.

Według synaksariów egipskich święta Synkletyka była obywatelką Aleksandrii. Jej
przodkowie mieli jednak przywędrować do tego miasta z greckiej Macedonii. Byłaby
zatem krewniaczką wielkiego Aleksandra. Jej rodzina była ponoć głęboko
chrześcijańska, i to od pokoleń. Synkletyka ponoć była niezwykle piękna i mądra.
Jednocześnie nie omijały jej nieszczęścia: dwaj bracia umarli w dzieciństwie, a
jedyna siostra straciła wzrok. Kiedy zaś i jej rodzice opuścili ten padół łez,
nasza święta matrona sprzedała wszystko i rozdała ubogim. Potem obcięła włosy i
razem z siostrą przeprowadziła się… do rodzinnego grobowca. Tu przez jakiś czas
obie żyły w wielkim umartwieniu. Taka forma życia ascetycznego była w IV w.
rzeczywiście popularna. Być daleko od tego świata, który zdaje się być
prawdziwym grobowcem, za to trwać blisko życia wiecznego, które nie zna zachodu
– oto ideał wielu pustelników starożytności. Ale przecież i w całkiem
nowożytnych czasach ten ascetyczny ideał nie przebrzmiał, może tylko nie zawsze
ma tak szokujące oblicze. Wiedzą o tym eremici żyjący według reguły św. Romualda
z Camaldoli, wiedzą też dobrze świątobliwe mniszki karmelitańskie. A i my, gdy w
listopadowe wieczory nawiedzamy cmentarze i stajemy nad grobami naszych
bliskich, też przecież uczestniczymy, choćby symbolicznie, w regule przemijania...

Sława św. Synkletyki szybko rozchodziła się po starożytnych okolicach, także
wkrótce wiele kobiet, a także i mężczyzn, przychodziło do niej, by prosić o
radę, o pomoc duchową i o modlitwę. A niektóre kobiety zostawały w pobliżu, by
uczyć się od świętej. Zdaje się, że dokładnie tak jak wielki Antoni czy Makary
Egipski, o których i my już tak wiele mówiliśmy, amma Synkletyka niechętnie
patrzyła na te odwiedziny świata w jej cmentarnej samotni. Niemniej nie
uciekała, służyła swoim siostrom i braciom, choć wolała być cały czas z Bogiem.
Nie ukrywała też przed nikim, jak trudna i bolesna może być droga człowieka do
wyzucia się ze swych ziemskich przywiązań, światowych i ludzkich pragnień. Bo w
gruncie rzeczy nie chodzi o samo tylko porzucenie świata, dóbr materialnych,
wygody i świętego spokoju. Gra toczy się o coś znacznie ważniejszego: o to, by
we wszystkich momentach i w każdej sytuacji być tak złączonym ze Stwórcą, że już
nie ma znaczenia, co się jada i pije, gdzie się mieszka i gdzie sypia, kogo
porzuciło, a z kim przystaje. Pewnie dlatego ammę Synkletykę Kościół egipski do
dziś pamięta i czci, bo nie szukała ubóstwa dla niego samego, ale jedynie dla
osiągnięcia całkowitej prostoty przed Bogiem.

Mówiła amma Synkletyka do swych duchowych córek: „Wielu jest takich
[pseudo-ascetów], którzy, co prawda, żyją w odosobnieniu, ale zachowują się
całkiem tak, jak gdyby nadal pozostawali w mieście. Tacy jedynie czas tracą. Bo
można być człowiekiem samotnym w duchu, nawet wówczas, gdy się żyje pośród wielu
ludzi. Ale są i tacy pustelnicy, którzy żyją w natłoku swych własnych myśli i
pragnień”.



Zobacz wszystkie posty z tego tematu



Temat: Prahebrajski
Protoczadyjski oderwawszy się, raczej z winy pogorszenia klimatu niż zmiany
sposobu zycia, nie ewoluował dalej jako jeden język lecz każda z grup dalej
wiodąc półkoczowniczy tryb zycia ewoluowała już bardziej na swoją rękę. Dlatego
to protoczadyjski rozpadł się dalej na rodziny, gałęzie, języki itd.
Z egipskim (staroegipskim) było trochę inaczej. Protoegipcjanie wyraźnie
zmienili tryb zycia i osiedli wzdłuż Nilu zajmując sie rolnictwem. Nie
osiedlali się w pustce, gdyż widać w języku wpływy substratu. Dadzą się
rozpoznać wpływy makrosudańskie, nubijskie (staronubijskie) i nilockie. Nie
stracił też, co oczywiste kontaktu z pozostałymi językami afroazjatyckimi i
wpływy morfologiczne i leksykalne libijsko-berberyjski i semickie są widoczne
gołym okiem, podobnie (choć może nieco już słabiej) widać wpływy kuszyckie i
czadyjskie. Można przyjąć, że osadzanie się Praegipcjan i kształtowanie ich
języka przebiegało w pięćsetleciu pomiędzy 3600 a 3100 a.Ch.n. Przejście na
uprawę roli i ukształtowanie się jeszcze w IV tysiącleciu państw a później
panstwa egipskiego zapobiegło rozpadowi języka protoegipskiego na poszczegóne
lokalne języki i powstanie, podobnie jak z protoczadyjskiego, kolejnej rodziny
jezykowej. Język egipski, co oczywiste, ewoluował przez tysiąclecia, ale aż do
czasów współczesnych pozostał językiem egipskim. Różnice miały charakter
dialektów a nie pokrewnych, pochodzących z co prawda jednego pnia, ale jednak
języków. Rozwój, ewolucję, języka egipskiego możemy obserwować na materiale
pisanym przez ponad 4600 lat co jest swego rodzaju ewenementem. Język mówiony
miał, co oczywiste, wielką ilość lokalnych dialektów, co jednak słabo się
uwidaczniało w języku pisanym, oczywistym są dwa wielkie zespoły dialektów:
dolnego i górnego Egiptu. Język egipski, podobnie jak historię panstwa
podzielono na etapy rozwoju.
1. Język staroegipski - od końca IV tysiąclecia do ok. 2040 r. a.Ch.n.
Problemem jest brak odzwierciedlenia samogłosek w pismie hieroglificznym.
2. Język srednioegipski, uważany za klasyczny, jest językiem średniego państwa
(ok. 2040-1550 r. a.Ch.n.). Wyrasta on ze staroegipskiego mówionego z konca III
tysiąclecia. Co ciekawe jeszcze i później był używany, w piśmie, do inskrypcji
monumentalnych, czasami do utworów literackich, może więc pełnił rolę swego
rodzaju "łaciny" ?
3. Język nowoegipski - używany od ok. 1550 r. a.Ch.n. (poczatek Nowego Państwa -
1550-1070) do VIII/VII w. a.Ch.n. Zaszły w nim duże różnice w porównaniu do obu
okresów poprzednich: stare formy czasownikowe zostały zastąpione nowymi,
używano rodzajnika określonego i nieokreślonego, zaszły znaczne zmiany
fonetyczne a słownik wzbogacił się o wiele nowych, obcego pochodzenia, wyrazów.
Dla tego okresu możemy wysnuć dość precyzyjne wnioski co do fonetycznej
wartości spółgłosek i samogłosek, co bardzo cenne dla określenia faktycznej
wymowy i brzmienia języka. Dużą zasługę ma tu odnalezienie korespondencji z
Tell-el-Amarna (XIV w. a.Ch.n.) i innych tekstów klinowych.
4. Język demotyczny - był to język codzienny, używany w dokumentach i
oficjanych aktach od przełomu VIII/VII w. a.Ch.n aż do V stulecia po Chrystusie.
W pismach tych widoczne są różnice dialektyczne, pisano jak we współczesnych
semickich od prawej do lewej. Jako ciekawostke można podać, że dopiero w
demotycznym zaczęto rozróżniać: l od r (a w japońskim nie rozróżniaja do
dziś...).
5. Koptyjski - Gdzieś tak II w. p.Ch.n. do zapisywania jezyka egipskiego
zaczęto używać alfabetu greckiego uzupełnionego przez siedem znaków przejętych
z pisma demotycznego. Z tego okresu da się wyróżnić wiele dialektów (choćby:
bohairski, achmimski, fajumski itd.) wspólnie określanych jako język koptyjski
(czyli egipski - od greckiego (Ai)gyptos - "egipt"). Język koptyjski jest
ostatnia fazą rozwojową języka egipskiego i jako powszechny język mówiony
wyszedł z użycia w XVI/XVII stuleciu zastapiony w codziennym życiu przez
arabski, pozostał jednak do dziś językiem liturgii Koscioła Koptyjskiego i w
tym sensie jest żywy do dziś, używany jest dialekt bohairski ale jego wymowa
opiera się na wartościach we współczesnym języku greckim. Koptowie stanowią ok
10% ludności Egiptu dzisiejszego, najbardziej znanym w świecie Koptem był
Sekretarz Generalny ONZ Butros (Piotr) Ghali. Jako ciekawostki przytoczę (za
Lipińskim), że znana jest wiadomość o Kopcie z Asjut, który w latach 1672/73
mówił swobodnie we własnym języku, a w 1936 roku w miejscowości Zainija (płn.-
wsch. od Karnaku) znaleziono kilku mężczyzn, którzy rozumieli proste teksty
(liturgiczne) w języku koptyjskim. Od siebie dodam, że we wczesnych(? - może
koniec 80-tych ?) latach 90-tych czytałem w jakimś piśmie (specjalistycznym,
chyba francuskim, ale głowy za to nie dam, bo nie pamietam)krótkie doniesienie
z ekspedycji do Górnego Egiptu (chyba głównie archeologicznej, ale byli tam i
językoznawcy) w którym badacze ci z dużym zaparciem donosili, iż tamtejsza
ludność koptyjska (chrześcijanska) pomiędzy soba używa często innego języka niż
arabski i który miał wyraźne cechy wiążące go z koptyjskim. Jeśli byłaby to
prawda to pojawiające się już wcześniej sygnały, że przetrwał jeszcze w
koptyjskich enklawach język neokoptyjski znalazłyby potwierdzenie. Jeśli
planowano, jak mi się wydaję, kolejna wyprawę by znaleźć potwierdzenie tych
rewelacji to sytuacja polityczna wewnątrz Egiptu i wzrost islamskiego
fundamentalizmu to uniewmożliwił.
Pozdr.
Zobacz wszystkie posty z tego tematu



Temat: Kolędy polskie
Kolęda – pierwotnie radosna pieśń noworoczna, która współcześnie przyjęła
powszechnie formę pieśni bożonarodzeniowej (nawiązującej do świąt Bożego
Narodzenia). Utrzymywana najczęściej w konwencji religijnej, początkowo
wywodząca się z tradycji ludowej, w późniejszym okresie komponowana jest również
przez wielu wybitnych kompozytorów. Odmiana kolędy o wątkach zaczerpniętych z
życia codziennego nazywana jest pastorałką, która w odróżnieniu od kolędy we
współczesnym, potocznym tego słowa rozumieniu, nie jest wykorzystywana w
chrzescijańśkich nabożeństwach religijnych ze względu na swój świecki charakter.

Terminem tym określa się również obrzęd ludowy związany z okresem Święta
Godowego, a następnie świąt Bożego Narodzenia, polegający na obchodzeniu domów
przez kolędników.

W liturgii Kościoła katolickiego kolędy wykonuje się od Mszy o północy w Święto
Bożego Narodzenia (noc 24/25 grudnia) do święta Chrztu Pańskiego (niedziela po 6
stycznia). W polskiej tradycji dopuszcza się śpiewanie ich do Święta Ofiarowania
Pańskiego (2 lutego). Od współczesnych kolęd (wykorzystywana w nabożeństwach
religijnych) odróżnić należy utwory o tematyce związanej nie z narodzeniem
Jezusa, lecz z okresem potocznie związanym ze świętami Bożego Narodzenia, jak
np. polską piosenkę Jest taki dzień, niemiecką O Tannenbaum czy angielskie
Jingle Bells i White Christmas. Według tradycji chrześcijańskiej autorem
pierwszej kolędy był św. Franciszek z Asyżu[potrzebne źródło] i była ona
śpiewana w zorganizowanej przez niego szopce. Najstarsza polska kolęda to Zdrów
bądź królu anielski z 1424 r. Najsłynniejszą kolędą jest Cicha noc, którą
przetłumaczono na ponad 300 języków i dialektów. Powstała w roku 1818 w małym
austriackim miasteczku w Alpach. Jej autorami byli wikary miejscowego kościoła
ks. Józef Mohr oraz jego organista Franz Gruber.

ermin kolęda wywodzi się najprawdopodobniej od łacińskiego calendae [wym.
kalende] i oznaczał w dosłownym tłumaczeniu 'pierwszy dzień miesiąca'. Dawni
Słowianie nazywali tak pierwszy dzień roku (pierwotnie utożsamianym z
przypadającym na przesilenie zimowe Świętem Godowym, a następnie z dniem Bożego
Narodzenia), a także noworoczny upominek. Następnie obyczaj ten przeniesiono
wyłącznie na święto Narodzenia Pańskiego, a z czasem kolęda zaczęła oznaczać
'wizytę księdza w domu', 'pieśń bożonarodzeniową' i 'obrzęd ludowy związany z
chodzeniem po domach'.[1]

Według innej koncepcji słowo kolęda swoje korzenie ma dodatkowo w
bułgarsko-macedońskim коло, колодар (koło, kołodar) - analogicznie jak koło
oznaczać ma anglo-saksoński termin Yule (pochodzący z kolei ze staronordyckiego
– hjol), czy też szwedzki Jul[potrzebne źródło].

We współczesnych językach słowiańskich znaczenie ewoluowało, przechodząc od
określenia Bożego Narodzenia do jego świętowania, śpiewania pieśni z nim
związanych i wreszcie do określenia samej pieśni. Obrzędy ludowe powiązane z
okresem Bożego Narodzenia w języku polskim nazywane są kolędowaniem lub kolędą.

Kolęda swe źródła ma w obchodach rzymskich calendae styczniowych (mensis
Januarius). Był to szczególny dla Rzymian pierwszy dzień miesiąca, ponieważ 1
stycznia, począwszy od 153 roku przed narodzinami Chrystusa, konsulowie rzymscy
obejmowali swój urząd. Z czasem, od 46 roku, dekretem Juliusza Cezara 1 stycznia
został oficjalnie ogłoszony jako początek roku administracyjnego. Z tej okazji w
Rzymie odwiedzano się, składano sobie wzajem podarki, śpiewano pieśni. Zwyczaje
te przejęło chrześcijaństwo, łącząc je z okresem Bożego Narodzenia, uważanym za
początek rachuby nowego czasu. Jest to jeden z najważniejszych aspektów Bożego
Narodzenia[2].

Kolęda w swym pierwszym znaczeniu była zatem noworoczną pieśnią powitalną i
pochwalną na cześć gospodarzy, przekazywała życzenia szczęścia i
pomyślności[3][2]. Kolęda w rozumieniu pieśni religijnej związanej z narodzinami
Chrystusa wykształciła się później, wraz z rozwojem i umacnianiem się
chrześcijaństwa. Kolędy, początkowo wyłącznie łacińskie, obejmują zróżnicowane
rodzaje śpiewów: introitus, antyfony, responsoria, tropy, sekwencje, hymny i
pieśni. Powszechnie przyjmuje się, że korzenie kolęd tkwią w hymnologii, ale
wywodzą się one również z tropów i laud benedyktyńskich.

Początkowo twórcy kolęd czerpali z dwóch Ewangelii: św. Mateusza i św. Łukasza.
Pierwszą wzmiankę o śpiewie w dniu narodzin Jezusa pośrednio zawiera właśnie
Ewangelia św. Łukasza. Z biegiem czasu pieśń coraz częściej sięgała do źródeł
pobożności ludowej. Inspiracją były apokryfy i literatura średniowiecza oraz
średniowieczny teatr.

Najstarsza zachowana polska kolęda, pochodząca z 1424 roku, zaczyna się od słów
Zdrów bądź, Królu Anielski. Pierwotnie na początku XV wieku tłumaczono na język
polski kolędy ze śpiewników braci czeskich. Wzrost popularności gatunku nastąpił
na przełomie XVII i XVIII wieku, wtedy ustalił się sam termin kolęda w znaczeniu
pieśni bożonarodzeniowej. Powstała wówczas jedna z najważniejszych polskich
kolęd W żłobie leży, przypisywana Piotrowi Skardze – do melodii poloneza
koronacyjnego króla Władysława IV. Inną bardzo popularną kolędę Bóg się rodzi,
do melodii w rytmie poloneza, napisał Franciszek Karpiński. Twórcami kolęd byli
także między innymi Mikołaj Sęp Szarzyński i Andrzej Morsztyn, a w XIX w Feliks
Nowowiejski i Zygmunt Noskowski. Kolędę Lulajże, Jezuniu Fryderyk Chopin
zacytował w środkowej części scherza h-moll op.20. Ze współczesnych kolędy
komponował Witold Lutosławski.

Współcześnie kolędy są wykonywane klasycznie, np. przez zespoły: Mazowsze,
Śląsk, Poznańskie Słowiki, a także przez wykonawców rozmaitych gatunków
muzycznych. Wśród polskich artystów, którzy posiadają w swej dyskografii albumy
kolędowe są Eleni, Krzysztof Krawczyk, Joszko Broda, Arka Noego,punkrockowa
grupa Para Wino, oraz wiele innych.
Zobacz wszystkie posty z tego tematu



Strona 3 z 4 • Znalelimy 130 rezultatw • 1, 2, 3, 4